login:
imie:
nazwisko:
opisy:
wojewodztwo:
miasto:
płeć:
stan cywilny:
status:
wiek:
od: do:

tylko ze zdjeciem


           

Imię: Aleksandra
Nazwisko: ukryte
Nick: Sofia
Płeć: kobieta
Status profilu: profil prywatny
Federacja nurkowa: PADI
Województwo: mazowieckie
Miasto: Warszawa
 
Tel: Dane dostępne dla VIP
Skype: Dane dostępne dla VIP
GG: Dane dostępne dla VIP
MRU - listopad 2010
Ani słowa o nurkowaniu

Jeżeli ktoś kiedykolwiek zastanawiał się dlaczego rzeczownik "burza" jest rodzaju żeńskiego, powinien zobaczyć mnie po odebraniu wielce wymownej wiadomości:
Jedziemy na MRU...Jutro...Jak wpadłam pod biurko nie pamiętam, za to pamiętam jak spod niego wypadłam. Postawiłam świat na głowie i zdążyłam.
Międzyrzecki Rejon Umocniony to potężny system poniemieckich fortyfikacji, wybudowany w latach 30 tych XX w. na pograniczu niemiecko- polskim, stanowiący element tzw. Ostwall -wału wschodniego. Położony jest pomiędzy Odrą i Wartą i rozciąga na odcinku ok. 80 km.

Zaczęliśmy naszą ścieżkę zdrowia od Grupy Warownej Nettelbeck a w jej skład wchodzący pancerwerk 750 stał się okresowo naszym domem. Piękna baza, dwukondygnacyjna z tarasem wprost wymarzonym na ognisko. No, ale nie przyjechaliśmy żeby siedzieć. Na pierwszy ogień idzie, znajdująca się nieopodal, Grupa Warowna Schill. W której dwa pancerwerki połączone są poterną. Wchodzimy więc jednym, wychodzimy drugim. Biegiem z powrotem, po drodze mijamy wiadukt na którego ścianach znajdują się wpisy wykonywane przez więźniów przymusowych.
Na pierwszy ogień poszedł jednak jaz. Jaz niepozorny stoi sobie przy drodze i udaje nie wiadomo co. Normalny człowiek by pogalopował dalej. A po drugiej stronie budynku zachowała się ledwo widoczna, ale jednak data i swastyka. Oryginalna, robi wrażenie, pierwszy raz taką widziałam.

Później odwiedziliśmy skład broni atomowej. Niestety był pusty. Ołowiane ochraniacze się nie przydały. Sama sprawdzałam, po wyjściu nie świeciliśmy bardziej niż zwykle. Magazyny broni jądrowej były dwa, oba identyczne, dla niepoznaki obsadzone świerkami. Do tego jeszcze tunel na wyrzutnię. Budowę składów rozpoczęto w 1967 roku, zakończono w styczniu 1970. Następnie składy zostały przekazane Północnej Grupie Wojsk Radzieckich, która miała sprawować opiekę nad ładunkami do momentu przekazania ich Wojsku Polskiemu, co miało nastąpić po wybuchu konfliktu zbrojnego NATO-Układ Warszawski.Powierzchnia całkowita ok. 300 hektarów. Obsługę składająca się z 120 żołnierzy i 30 oficerów. Składy mogły pomieścić 192-288 ładunków jądrowych. Według ujawnionych danych, w połowie lat 80. zmagazynowano w nich 14 głowic o mocy 500 kT, 83 głowice o mocy 10 kT, dwie bomby o mocy 200 kT, 24 bomby o mocy 15 kT i 10 bomb o mocy 0,5 kT. Mogło być gorąco, ale ten temat został już omówiony przy okazji Bornego.
W środku na ścianach rosyjskie napisy, częściowo zachowane instalacje i trochę wody w kolorze brązowym lub niebieskim, o nieco odmiennym zapachu.
Taki krótki epizodzik w naszej dwudniowej ścieżce zdrowia, gdy doba stawała się za krótka a jedzenie i spanie stanowiło zupełną stratę czasu


Robimy jaz i bazę atomową, z przerwą na obiad na brzegu jeziora. Przedni to był pomysł, bryza od wody nie pozwalała podgrzać obiadu, konsumowaliśmy więc na w pół zimną fasolkę po bretońsku z jednego garnuszka, lekko telepiąc się z zimna, ale klimat był. Potem się jeszcze nieco zagęścił...rozumiecie... fasolka

Celem głównym było tego dnia zajście do systemu podziemnych korytarzy łączących znajdujące się na powierzchni pancerwerki. Łączna długość tych korytarzy to ok. 30km. Połączonych w ten sposób jest chyba ze dwadzieścia bunkrów. Średnia głębokość to ok. 35m.

Wejście przez jeden z PzW należących do systemu. Ubaw po pachy, jak bym próbowała wejść do budki z piwem przez okienko. Można to było wykonywać jak skoki do wody: albo "na nogi", albo "na główkę". Zaraz po wejściu żółtodzioby zostały skoszarowane pod ścianą i dostały wykład nt. zasad poruszania się pod ziemią. Nie będę ukrywać, zaimponowało mi to. Tu słówko wytłumaczenia: w korytarzach częściowo podtopionych znajdują się niezabezpieczone studzienki, więc można się połamać. Natomiast w PzW znajdują się niezabezpieczone szyby o wys. 35m, gdzie (po krótkim locie) można się zabić. Zdarzały się wypadki śmiertelne.

No ale same system i rozmach z jakim został zbudowany robią wrażenie. Do tego są jeszcze noclegownią dla wielu gatunków nietoperzy. Które nie dość, ze zagadywały nas przez całą drogę to jeszcze lubiły lecieć "na czołowe" i skręcać w ostatniej chwili. Naprawdę zachwycające. Bo ja lubię nietoperze. Trochę im popsuliśmy atmosferę (zemsta fasolki). Można śmiało przyznać, że Niemcy postawili nam jeden z największych w Europie rezerwatów nietoperzy, jako że MRU nie zostało wykorzystane do walki. A przynajmniej nie do takiej, jak zamierzano. Zanim je wybudowano już było przestarzałe. Zmienił się też charakter działań wojennych, zamiast siedzenia w okopach był blitzkrieg.

Staraliśmy się zwiedzić wszystkie mijane PzW, co znaczyło że do każdego trzeba było wyjść 35m w górę (czyli 9 kondygnacji schodów po 10 stopni każda). W jednym mijanym wyszliśmy na powierzchnię, przypomnieć sobie jak wygląda świat. Zjedliśmy też to co akurat mieliśmy, czyli lekko przestarzałe bułki. Zapijając, jak na gentelmenów przystało, Earl Greyem.

Pod ziemią przeszliśmy ok 14km. W tym całą Pętlę Nietoperską. Monotonna wędrówka korytarzami przy świetle czołówki lekko odmóżdża. Zaczynasz się koncentrować tylko na jednym "studzienka!". Pierdylion razy "STUDZIENKA!". I jeszcze raz "STUDZIENKA!". Myślałam, że obudzę się w środku nocy z krzykiem "studzienka!". Nie dane mi jednak było, bo po powrocie do domu Panowie wspaniale znaleźli się w roli westalek i zorganizowali ognisko domowe. I choć na początku wydawało się, że nic z tego nie będzie, że zjemy i padniemy, po zaaplikowaniu niewielkich dawek płynnych kalorii przerobiliśmy kanon muzyki rockowej a także podstawowe lektury o tematyce wojennej. Nie trzeba zgadywać kto został wyznaczony do szukania drewna na opał w ciemnym lesie, pełnym dzików, przy padającym deszczu? Właśnie...Sporą sztuką jest po ciemku znaleźć drzewo i za jednym razem donieść je do ogniska, ale jest to możliwe Zupełnie znienacka noc się skończyła i nastała godzina 5.00 - kiedy to uznaliśmy, że może jednak byśmy chwilkę pospali. Sypialnia znajdowała się na dolnej kondygnacji. Było bardzo ciepło i przytulnie. Jak to na betonie

Nazajutrz śniadanko, kawka na niedomagającej kuchence (kto czekał na kubek kawy 40 minut ten wie) i w drogę. Padła Grupa Warowna Korner (popraw jeśli się zabłąkałam), gdzie znaleźliśmy skorupy po niemieckiej porcelanie (niestety bez denek - łobuzy) i odkurzacz. W drodze do której udało nam się zakopać po osie w piachu i sprawdzić czy Ford może zostać amfibią (może). Padła Pętla Boryszyńska, niestety tylko górą, bo chociaż stanowi cześć systemu zejście każdą z dostępnych klatek schodowych mogłoby się zakończyć śmiercią lub trwałym kalectwem. Jako, że dla odmiany schody zamiast betonowych były stalowe. I po tylu latach pozbawione konserwacji stały się prawie przezroczyste. Ewentualnie zniknęły w ogóle trącone dyliżansem czasu. Dzień się kończył nieuchronnie. W Świebodzinie Jezus rozkładał ręce, a pani na stacji benzynowej widząc nasz samochód (który przez warstwę błota przestał być granatowy) pytała skąd wracamy? Z Camel Trophy!!!
Powinnam teraz napisać, że mam przesyt a jest wręcz przeciwnie, w końcu tyle jeszcze zostało.    czytaj dalej
Komentarze profilu:
Musisz być zalogowany aby napisać:
Nick:
Hasło:
nie pamiętam hasła Zapamiętaj mnie
Nie masz konta? załóż je!     
Zapisany w grupach:
Ten użytkownik nie dołączył jeszcze do żanej grupy
Hydepark:
Ten użytkownik nie wypowiadał się jeszcze w Hydepark`u

zdjęć: 367     filmów: 14     blogów: 9     postów: 6     komentarzy: 13     grup: 2     ogłoszeń: 17     jest nas: 136     nowych dzisiaj: 0     w tym miesiacu: 0     online: 0     online (ostatnie 24h): 0
Powered by ArtJoker .pl
Copyright www.nurkosfera.pl. All Rights Reserved.